roboty
7.11.2008
5.46, piątek, rano. Idę spacerem na przystanek. Jest dokuczliwie zimno – ale nie marznę. Lubię autobusy. Szczególnie gdy podjeżdżają właśnie wtedy gdy wchodzę na przystanek i autobusy w których nikt nie stoi – cudowny jest ten panoramiczny widok śpiącego miasta.
6,05, piątek, brzask. Idę spacerem w stronę stancji. Jest zaskakująco ciepło. Ludzie potrzebują 4 przytuleń dziennie by przeżyć, 12 by się rozwijać. Ludzie potrzebują ciepła. Piję gorącą czekoladę. Spieszmy się oceniać ludzi po pozorach, tak szybko odchodzą.
Mnie te przytulenia nie są konieczne. Wystarczą dwie koszule. W cenie jednej.
strasznie zmarzłem tego ranka