stempel

20.02.2008

Z serii Wygrzebane ze skrzynki:

Masz więcej cech które sobie cenię(…): choćby to, że dostrzegasz piękno (albo szpetotę) otaczających nas przedmiotów. Rzeczy, które tworząc nasze otoczenie tworzą rzeczywistość, która może być piękna i wygodna lub zwyczajnie tandetna; zaskakująca lub byle jaka. Odniosłem wrażenie, że Ty naprawdę lubisz się otaczać ładnymi przedmiotami i je prawdziwie doceniasz. Nie jest to jedynie prymitywna chęć pokazaniu światu siły nabywczej własnego portfela. Niezaprzeczalnie jesteś silną osobowością. Człowiekiem bardzo inteligentnym i mam wrażenie skromnym.
Do tego wydaje się, że wiesz czego oczekujesz od życia i potrafisz realizować swoje zamierzenia.

Miło się słucha, prawda? Lubię być karmiony słodkimi słowami. Słodkimi kłamstwami. Wlewają się ciepłym, lepkim strumieniem – spływają wzdłuż kręgosłupa rozjaśniając mnie.
Czym żyjesz? Ciepłem…
Czym jesteś? Światłem…

Rozgrzane od słów powietrze, traci na gęstości, unosi się w górę. Unosi mnie. Ze sobą. Porwij mnie – tylko, błagam, nie na strzępki.

Faiku

19.02.2008

Nie mogę zasnąć
uśpij mnie
jak psa

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić poniżej swoje hasło:


poza

14.02.2008

Kompletnie wystygłem
późnym rankiem.
Nie mogłem się
zagrzać

Nie pomogła
herbata z miodem,
wełniane skarpetki,
koc.

Dzieci w Afryce
lepią pierwszego
w swym życiu
bałwana.

a ja?

Rozpalam piec
ciepłem wspomnień.
Gasną kolejne
zapałki.

Ogrzewam się
blaskiem spojrzeń
chłodno-zielonych
oczu.

Słucham echa
pogodnych słów
czekając aż mnie
rozmrożą.

Cóż.

Opadam na dno
białego oceanu
Zbliżam się do
wnętrza.

Staję się blady
przezroczysty.
Przepuszczam
światło.

Zimna nie ma
tylko spokój
ducha którym
się stałem.

iskra

6.02.2008

Piję świeżo wyciśnięty sok pomarańczowo-cytrynowy. Słucham westchnień Laury Nyro. I wspominam wszystko co się nigdy nie wydarzyło. Spotkania na dworcach, uśmiechy w bramach, zapach kawy w toruńskich knajpkach. Wszystkie imprezy, mega-lansy i ten park nocą. Wspólny prysznic na koloniach, biwaki z przepełnionymi namiotami i mój śpiew przy ognisku, z gitarą w dłoniach. Wszystkie śniadania do łóżka które podałem, wszystkie zerwane filmy i wypady do kina samochodowego. I ten śmiech na balu przebierańców. Kolacje przy świecach i wino przy kominku. Wszystkich tych ludzi z różnych części Polski, Europy, świata. Oczekiwanie w szpitalnych korytarzach, wypadek samochodowy. Pierwsze sushi, smażoną szarańczę na przedmieściach Pekinu, bułgarskie placki. I pomarańcze prosto z drzewa. Oddech na moim karku i zduszone szepty w przedziale pierwszej klasy. I noce których nie przespałem – z bólu. Operę, balet i pierwszy własny wernisaż. Festiwale filmowe. Dziecko na rękach.

Masa wspomnień z równoległych światów – jak kropla, która spadła nie na moje ramię. Jak stos który spłonął bez mojej wiedzy. Może nie wszystko spaliło się doszczętnie? Lecz wielu rzeczy już nie odzyskam. Zostaną nieistniejące wspomnienia nie warte tego by się po nie schylić.

chłód

5.02.2008

W 2003 (sic!) napisałem wiersz. Właściwie nadal nieskończony, z jedną bardzo niefortunną linijką. Przypomniała mi o nim pewna piosenka, która mogłaby być jego kontynuacją, uzupełnieniem. Ale nie tylko to mnie w niej pociąga.
Jeszcze nie zdarzyło żebym publikował tu pełne teksty, ale dla Chłodu zrobię wyjątek. Posłuchaj:

Robert Kasprzycki
Kay i Gerda (Chłód)

Zapomniałem o tobie już dawno
zapomniałem o tobie już wczoraj
to co było przedwczoraj – rozpadło się
nie pamiętam ni jednego wieczoru

Szatan rozbił swe zimne zwierciadło
i szkła pyłek wpadł w oko i w serce
zapomniałem o tobie już dawno
zapomniałem o tobie – nic więcej

Zapomniałem o tobie na zawsze
zawsze – znaczy dziś, wczoraj i jutro
przecież wiesz, że cię nigdy nie znałem
wybacz mi, ale nie jest mi smutno

Uśmiech zastygł na twarzy zbielałej
umarł dzień – nie doczekał wieczoru
nie wiem już, czemu cię zapomniałem
może to przez ten pyłek w mym oku

Taka zima
ciągle zima
wieczna zima

chłód

Nieprawdaż, że pięknie koresponduje ze słowami za oknem – 5, które tak często ostatnio nucę?

wicher

3.02.2008

Pół szklanki żalu, kieliszek złości, dwie krople goryczy, szpikulec z lodu, wiadro wody – znacie tę mieszankę? I to z takiego nie-powodu, banału, głupotki, okruszyny. Opary wyciskają przezroczystą ciecz z kanalików łzowych. Wypita duszkiem szybko rozchodzi się po ciele.

Pokruszone marzenia z premedytacją rzucone pod moje drzwi. Zauważone dopiero gdy na nich staniesz i zobaczysz smużkę krwi. to moją krwią podpisywano wojnę miłość rozejm pokój wyrok układ czek na śmierć – moja krew. I to ta premedytacja, której właściwie nie jestem całkowicie pewny, jest tu najostrzejsza. Ale cóż to innego mogłoby być: amnezja? niedopatrzenie? smutek? żal? tarcza antyrakietowa?

I tak oto nie znajdę się wśród wybranych, nie ruszę na bal – nie będzie karety z dyni, sukni w kolorze czasu, pieczonych prosiąt. Właściwie to bal jakich wiele za mną i przede mną – więc nie powinien budzić zaspanych emocji. Nie powinien. Jedyne co mi pozostaje to albo posłuchać muzyki gdzieś z dala od zamku, uciec do innego królestwa, albo zwyczajnie zapomnieć. Ewentualnie wcielić się w rolę Złego i zniszczyć to wszystko, rzucając złe uroki. Ale nie będę czarnym charakterem w tej bajce – nawet jeżeli niektóre postaci chcą mnie widzieć w tej roli. Wiem, że byłaby to moja życiowa rola. Nie, nie – nie namawiaj mnie. Nie.

PS Nie A, to nie ma z Tobą związku.
PS2 Chciałbym zdementować wszelkie plotki mówiące, że potrafię wszystko opisać słowami. Nie, nie potrafię – ja zwykłym grafomanem jestem. Nie wszystko da się kupić, i nie wszystko da się opisać.