Zabezpieczony: O24
30.11.2007
szron
23.11.2007
Gdy zeszliśmy (trochę chwiejnym krokiem) usiedliśmy na ławeczkach. Wszyscy zgodnie stwierdzili Fajnie było – trudno mi się nie zgodzić. Zresztą nie dało się tego zbytnio ukryć, wszyscy z rumieńcami, zgrzani, uśmiechnięci. To chyba stanie się małą tradycją. Lubię małe tradycje. Nadawanie z wanny, usypianie księżniczek, uśmiechanie się do jednej z latarni, kupowanie sobie prezentów z różnych okazji… Mialem ich trochę, może dlatego, że lubię małe tradycje?
Następnym razem może pójdzie więcej osób? Chociaż 8 osób to też dużo, prawda? Więcej niż 6 czy 7, więcej niż mam złotówek w portfelu . Ale mniej niż 13, 9, 87, niż lat które przeżyłem, niż platonicznych miłości. Tak, następnym razem musi nas być więcej. Bo to bardzo miło ratować dziewczyny z opresji, przytulając je bezkarnie gdy upadają. I można śmigać między tymi wszystkimi ludźmi. Szybko, szybciej. Obrót, ząbki, banda. Nie sądziłem że tak dobrze mi będzie szło, ostatnio robiłem to w podstawówce. Ale jestem dobry. Naprawdę.
I musimy wyciągnąć K. Koniecznie. I pokazać mu kto rządzi na białej tafli
I zabrać też drugą część Loży Szyderców, która z przyczyn losowych dziś się nie wybrała. I Taktóranamnieleci też chce ze mną pójść. Nadrób najpierw zaległości dziewczynko.
zachęta
17.11.2007
Ale się podarłem, na strzępki. No może na części. Dwie części. Połowy.
Jedna jest w euforii, druga może trochę smutna;
czująca że coś się zmieni – wiedząca że zmiany już nastąpiły;
myśląca “skurwiel” – twierdząca “przecież to przewidziałem, nawet dziś”.
Powtórzono przecież tylko moje słowa. I nie wiem która połowa jest bliżej prawdy. Pewnie rano, gdy będę już jednością, coś się wykrystalizuje.
Tymczasem – dobranoc.