okno
27.10.2007
Piekę pierwszą w swoim życiu pieczeń. Pachnącą czosnkiem, majerankiem i pieprzem. Taką jak się piecze od święta, na wybrane dni w roku. Stwierdziłem że nie ma sensu kupować plastikowych wędlin skoro można położyć na chleb coś naprawdę dobrego. Mam nadzieję, że się uda – w końcu przepis przekazała mi mama; sama pewnie nauczyła się go od mojej babci. I tak już od paru pokoleń. Każda następna generacja coś zmieniła, coś uprościła, unowocześniła – a teraz ja mam pole do popisu. Ciekawe w jakiej formie przekażę go dzieciom?
Delikatne światło piekarnika oświetlające kuchnię wieczorem to naprawdę magiczny widok. To chyba dobry znak. Z pieczenią na razie wszystko w porządku. Pachnie w całym domu. Pachnie domem. A przecież to tylko stancja, to tylko Olsztyn. Szkoda że będę ją jadł sam. Choć może nie? Zobaczymy.
Wyszła świetna. Zapraszam
parkiet
25.10.2007
Chciałbym położyć się pomiędzy nimi. Po lewej on, po prawej ona. I chciałbym się odwrócić w jedną stronę. Tylko jedną. Nie wiercić się, nie kręcić. Wybrać. I nie przejmować się tym, że na kogoś automatycznie się wypnę.
Lecz pomiędzy nimi nie ma miejsca. Delikatna szczelina, wąska szpara – nie jest to komfortowy kawałek przestrzeni, którym mógłbym się cieszyć. Nie ma wokół tej pary czegoś co może sprawiać radość. Pary jako całości. Każde z osobna bywa cudowne.
Wy osobno nie istniejecie, nie ma Was bez was. Nie ma też mnie i Ciebie. Nic…
Więc do nikogo się nie odwrócę, na nikogo nie wypnę – znajdę swój własny kawałek podłogi w innym pokoju, w innym mieszkaniu, na innym kontynencie. I może kiedyś znajdzie któreś z was ten pokój i spróbuje znaleźć miejsce przy moim boku. Sądzę że to nie będzie łatwe.
Powodzenia.