żaba

10.06.2009

Plotki o mojej śmierci są zdecydowanie przesadzone. Tylko świnia zjadła mi mój makaron – nie wiem po co… i tak jest przeraźliwie gruba. Mam jeszcze dwie pralki wątpliwej sprawności i nową kuchnię z 2/3 kompletu szklanek. W czwartkowe wieczory oglądam filmy, w inne chodzę do teatru. Mam kilka zleceń – trzeba się cenić – to pewne. Znajomy co innego mówi, co innego robi, a sąsiadka robi dobrą kawę. Ciekawe jaką pija sąsiad. I wszystko jest trochę pokręcone i niezrozumiałe. No i sesję mam. Oje ju je ju ju. Że o inwazji Suchej Krakowskiej & Smoka Wawelskiego wspomnę to dość nietypowe.

Idę na spacer. Miłego życia. Żaby są przeraźliwie głośne tej nocy.

kot trojański

25.02.2009

nie istniejesz

twój kot i kolekcja filmów
nie dowodzą egzystencji

to że zwykle jesteś egoistą
także nie pozwoli ci zaistnieć

nawet jeśli jesteś, jest ciebie
bardzo mało, tyle co pary

nie widać jej słuchać nie
czuć nie dotykać nie jej

nie mnie, nie ty

ty nie istniejesz

osioł

28.01.2009

Myślenie jest jak rzeźbienie w powietrzu.

Połączenie nerwowe. Szum krwi. Impuls. Pomysł. Burza. Myśl. Błysk. Mózg. Coraz szybciej, coraz trafniej. W kłębowisku, w chmurze/chmarze. Wyłapujemy myśli. Co setną, nieistotne, genialne, sprane, lśniące, cudze, straszne, niewysławialne, piękne, głupie, brudne, nieskalane, nowe, powracające. Głosy, obrazy, wizualizacje, smaki, wrażenia. Puls. We mnie. W was. Strzępki. Paskudnie, studnie, dnie, nie… A w tym wszystkim skróty, ścieżki, ukryte drzwi i pełno sznurków, lin, szubienic. Nie umiesz nie myśleć. Myśleć też nie.

Mówienie jak pisanie palcem po wodzie.

Drgania. Sprężenie – rozprężenie. Haust. Wibracje. Szept. Fala. Krzyk. Powietrze. Ściana. Eksplozja. Zrodzone z myśli, powietrza i strun. Częstotliwości natężenia decybele. Niskie, szybkie, ciche, stonowane, subtelne, wolne, wysokie, głośne, ogłuszające, płaczliwe. Beznamiętne, naszpikowane emocjami, niesłyszalne. Mają moc zmiany nastroju. Zabijają, wyzwalają, ekscytują, pocieszają, rozśmieszają. Falset alt tenor i bas. Fałszywe, szczere, zimne lub gorące. Zamknij ryja – błogosławieni cisi, krzycz – głuchym wszystko jedno.

Dopiero czyn jest jak rzeźba w kamieniu.

Więc nie myśl zrobię – zrób. Nie mów zabiję – to zużyta kalka. Myśl tylko gdy myślą przenieść możesz krzesło. Mów – gdy jesteś w stanie zabić szkło. Rozbijaj niszcz i twórz na nowo. Rzuć palenie i zacznij biegać. Śpiewaj gotując i przestań tyć. Naucz się tańczyć i stać na głowie. Namaluj kadr z wczorajszego snu. Pokaż, że kochasz. Patrz, słuchaj i czuj. Nabieraj wartości, nie zabierając jej innym. Idź, czując każdy krok. Oddychaj szukając smaku powietrza. Zmarznij, wskocz pod kołdrę i śpij. Jak kamień. Mocny, nieśmiertelny i piękny.

Pozdrawiam jedyną osobę która nie pytała co się stało, nie myślała jak mi pomóc – tylko zwyczajnie postanowiła mnie odwiedzić. Nie sądziłem że tyle radości może dać kawa z czekoladą pita pod czerwonym kocem.

kręgi

4.01.2009

Od wielu lat… Nie pamiętam sytuacji w której bym… Które mnie przerasta. Nie radzę sobie. Jestem unieruchomiony. Mam problem z utrzymaniem czajnika – więc nawet zrobienie herbaty jest sukcesem. Zejście na przystanek autobusowy – przeżycie bolesne, na które trudno się zdecydować;. jak wycieczka zimą w Bieszczady, albo całodzienne bieganie bo tonącej Wenecji. Nie mam w pobliżu porządnego sklepu, więc nawet drobne zakupy wymagają dalekomorskich wypraw. Drobne zakupy to jeden przedmiot, ogromne to takie do dwóch kilo – chleb, mleko, coś na obiad. Nie jestem w stanie codziennie robić wielkich zakupów. Dawno nie uprawiałem tylu sportów ekstremalnych: zakładanie skarpetek, butów czy spodni, sięganie po koszulki na górną półkę, mycie zębów, przygotowanie obiadu.
Istnieje też inny problem. Ludzie. Brakuje mi ich. Mieszkam na końcu świata, więc najczęściej na spotkania umawiałem się w cywilizowanych rejonach, położonych kilkanaście przystanków dalej. Teraz to za daleko, więc się z nikim nie widuję. Osoby na które mógłbym teraz liczyć mają albo własne problemy, albo wyjechały, albo się rozchorowały. Więc się przeliczyłem.
Kiedyś przed problemami mogłem uciec w objęcia Morfeusza. Teraz schudł on chyba, bo stał się bardzo kościsty, niewygodny – budzę się z bólu. I już nie mogę zasnąć. I powoli tracę radość życia. Nie sądziłem że to kiedykolwiek nastąpi. Nie jest dobrze.

2008

31.12.2008

Czas podsumowań. Wszyscy wybierają z mijającego roku ciekawsze fragmenty, wrzucają do słoja, pasteryzują i naklejają etykietkę “2008″. Sama esencja, najciekawsze, najgorsze, najsmaczniejsze, najabsurdalniejsze. Czasem schodząc do piwnicy potykamy się o słoiki sprzed kilkunastu lat – odkrywając muzykę której już nikt nie pamięta, ludzi których imiona wyparowały, nieaktualne filmy i wydarzenia wtedy ważne, przełomowe – dziś nieistotne.
A co ja wrzucę w tym roku do słoika?

Płyty:

Nosowska – Osiecka, podoba mi się że ktoś potrafi jeszcze interpretować teksty i przekazać coś między wierszami. Mam nadzieję że przetrwa próbę czasu [Czesław Śpiewa - Debiut też mnie na początku zachwycał, ale mu przeszło, więc w zestawieniu się nie znajdzie].

Eva Cassidy – Somewhere , jak to jest nie żyć od 1996 roku i co jakiś czas wypuszczać płyty z nowymi nagraniami? Do tej pory nie wiem jak to możliwe. Eva jest jedyną wokalistką która przez tyle lat mi się nie znudziła. A czy płyta jest dobra? Nie wiem. Dodaję z sentymentu.

Piosenki:

Wracam do domu – Justyna Steczkowska, chyba w tym roku jestem bardzo sentymentalny. Prosty tekst, cztery dźwięki a gra mi strasznie na emocjach. Piosenka słuchana w tym roku do zdarcia. Szkoda że reszta płyty nie do słuchania.

Nie żałuję – Lora Szafran,Tomasz Filipczak, Piotr Rodowicz…, za wspomnienia. Bo to chyba one są najważniejsze w tym podsumowaniu. Miękkie łóżko, ciekawe rozmowy i wspólne słuchanie. A do tego świetna aranżacja, niski głos Lory Szafran, przenikliwe pianino.

Odkrycia muzyczne:

Craig Armstrong – świetne kompozycje, nastrojowe pianino, idealny na kolację, do rozmów, do snu.

Antony and the Johnsons, Sade – niskie, charakterystyczne głosy pełne emocji.

Filmy:

Mam problem. Widziałem mniej niż bym chciał. To co mi się podobało to głównie starsze produkcje. Więc w tym roku bez nagród, mimo kilku ciekawych obrazów.

Pozostała kultura:

Wystawy w CSW, Zachęcie, kilka koncertów…

Wydarzenia:

To chyba najciekawszy rok jak dotychczas jeżeli chodzi o wydarzenia. Na pewno mogę zaliczyć tu siebie w roli dyrektora do spraw identyfikacji wizualnej. Odwaliłem masę dobrej roboty, stworzyłem rozpoznawalny styl, byłem idealnym współpracownikiem na którego zawsze można liczyć i świetnie się przy tam bawiłem. A w nowym roku będę patrzył jak osoba która mnie zastąpiła zarzyna moje dzieło xD.

Z innych wydarzeń: Cała przygoda którą rozpoczął A, i która jak na razie się nie zakończyła. Wiele się działo, naprawdę wiele. Masa ludzi, emocji, uczuć.

I byłem w tym roku zakochany. Chyba pierwszy raz. Cholernie ciekawe uczucie. Trochę za nim tęsknię.

A w samej końcówce roku, przeżyłem coś naprawdę niezwykłego – te trzy metry między mną a podłogą, upadek, strzaskanie dwóch kręgów sprawiły że mogę dziś się czuć jak Dita von Teese. Albo Frida Kahlo. I zaczynam zauważać jak skomplikowane jest zakładanie spodni, wstawanie z łóżka i podnoszenie ręcznika z podłogi.

I wielki comeback. Spotkanie po długim czasie. I ta normalność która się przyszwendała jakbyśmy nigdy się nie rozstawali.

Ludzie:

Kobietą roku została E. Za całokształt. Ideał po prostu. Kropka.

Mężczyzn roku będzie dwóch:
T – za pasję którą potrafi zarażać, za wrażliwość, gust muzyczny, deszcz, bazylię i tsunami. Mimo sesji, depresji, koneksji. I za ten ostatni smutek w oczach który roztrzaskał go o bruk.
M – za wrażliwość, styl, sposób wypowiadania słów i za te trzy nasze pierwsze spotkania. I pierwszą rozmowę która nie nastąpiła na żadnym z nich.

Wyróżnienia dla Rudej, A i O24.

Słowa:

Werniks – za to że mało kto je zna, a jeszcze mniej osób wie co oznacza.

Negocjacje – za podwójne cj.

Umiejętności:

W tym roku pierwszy raz użyłem farby olejnej. Z całkiem pozytywnym skutkiem.

Zauważyłem że mam dar rozkochiwania w sobie osób. Dar a może przekleństwo.

Kuchnia:

W tym roku w kuchni rządziła karkówka i pieprz kajeński. No i koktajl bananowy. Gruszki w winie? Chyba jednak nie…

Porażki:

Nie zniknąłem, mimo zebrania wszystkich swoich rzeczy, ucieczki nad ranem i twardego postanowienia. Widocznie wyszedłem z wprawy, lub stały za tym jakieś większe emocje. Sporo mnie to kosztowało.

Pewnie jeszcze nie ogarnąłem całego tego roku, więc mogą pojawiać się aktualizacje. Jakieś propozycje?

negocjacje

14.12.2008

Z serii Wygrzebane ze skrzynki:

Nie, to grosze. Więc chyba masz rację, jesteś bezrobotny :( Skoro nie cenią Twojej pracy to nie ma sensu tego ciągnąć. Szkoda Ci?

Nie, nie szkoda. Będę miał więcej wolnego czasu. Odpocznę. Przeczytam zaległe książki, obejrzę czekające filmy. Znajdę czas na dyskusje, spotkania i gotowanie. A w weekendy będę jeździł po Polsce. A że nie będę już pracował w klubie, to spadnie ilość spożywanego przeze mnie alkoholu, co też jest dużym plusem :D
I zacznę pracować intensywniej nad wystawą.
Dopieszczę zielonego bloga.
Częściej będę pisał notki.
Powstrzymam globalne ocieplenie.
I rozbiję kolejne związki.
Amen

rozbity

13.12.2008

3 w nocy, zagubiona uliczka za teatrem
pieprzysz się pod ciemnymi oknami
z moralnością opuszczoną do kostek

nie słyszę waszych dusznych szeptów
i w tym czasie spokojnie oddycham
nieświadomy walącego się świata

idę popękany ulicą pod srebrnymi oknami
szarość payna, błękit królewski?
nie pamiętam, przynoszę Ci to i to

teraz – po kilku obrotach ziemi
mam wrażenie że ciebie też ktoś wydyma
w ciemnym podwórzu bez okien

zedrze uśmiech
zabije spokój
ukradnie szarość

czerwony

10.12.2008

drżąc odbijasz światło
wewnętrzne sprzężenia
przyciąganie odpychanie

wypełniasz naczynia ciszy
wspominasz przeszłość
udajesz że to nie ty

pokazujesz mi świat
bezczelnie go udajesz
za parę kilowatów

pralka

2.12.2008

Robię rzeczy zakazane. Kolejny już raz. I takie o których myślałem nigdy w życiu. Dorośleję? Nie wiem. Spotkałem ostatnio jednego dorosłego, mam nadzieję, że kimś takim się nie stanę. Zimny, despotyczny, ograniczony, mało elastyczny. Przecież będę się musiał jakoś zmienić. Poczwarka – imago. Nie mogę się zatrzymać gdy świat wokół wiruje. Nie mogę wyskoczyć, zawrócić. Muszę dobrze to rozegrać, znaleźć ciekawą trasę i gnać ze wszystkimi w tym pełnym ruchu chaosie. A co znajdę na mecie? To pytanie otwarte.

roboty

7.11.2008

5.46, piątek, rano. Idę spacerem na przystanek. Jest dokuczliwie zimno – ale nie marznę. Lubię autobusy. Szczególnie gdy podjeżdżają właśnie wtedy gdy wchodzę na przystanek i autobusy w których nikt nie stoi – cudowny jest ten panoramiczny widok śpiącego miasta.

6,05, piątek, brzask. Idę spacerem w stronę stancji. Jest zaskakująco ciepło. Ludzie potrzebują 4 przytuleń dziennie by przeżyć, 12 by się rozwijać. Ludzie potrzebują ciepła. Piję gorącą czekoladę. Spieszmy się oceniać ludzi po pozorach, tak szybko odchodzą.